AnimowaneNowości

Recenzja filmu „Sonic. Szybki jak błyskawica” (2020)

plakat filmu sonic

Informacje

  • reżyseria: Jeff Fowler
  • scenariusz: Patrick Casey
  • gatunek: Animacja
  • premiera: 25 stycznia 2020

ogladaj-online

Sonic jest maskotką Sega od momentu pojawienia się na początku lat 90-tych, ale firma zawsze traktowała ją bez koniecznej wrażliwości. Jakość tej gry, tej kreskówki, tego komiksu z niebieskim jeżykiem była szalenie chwiejna: można było znaleźć zarówno wspaniałe, jak i bardzo słabe obrazy, nadające się tylko jako podstawa do memów.

W swojej biografii Sonic brał udział w tak wielu żenujących projektach, niestety hollywoodzki film z nim w roli głównej bezpośrednio poprosił o tę samą kategorię. Twórcy obrazu i całego projektu bohatera poprawili się jednak, dzięki czemu ” Sonic. Szybki jak błyskawica ” to komedia rodzinna, którą mogą się cieszyć gracze w każdym wieku.

Ostrożnie, zwiastun zepsuje dosłownie cały film…

Tak więc, zgodnie z grą, dzięki złotym pierścieniom, które Sonic pilnie zbiera, może otworzyć portale do innych światów. I to właśnie z ich pomocą trafił do nas, na Ziemię. Ale w świecie ludzi już dorosłych bohater nie ma pokoju. Wraz s policjantem Tomem Wachowskim (James Marsden) muszą pokonać doktora Robotnika (Jim Carrey). Nie będzie łatwo!

Poza Doktorem Robotnikiem, Turbo Jeż próbuje poznać ziemskie życie. Przez długie lata samotności oglądał to z zewnątrz, ale w towarzystwie dobrodusznego gliniarza ma wreszcie okazję poczuć się człowiekiem. Wokół tego zbudowana została większość filmowych żartów. Sonic jest słodki, naiwny, nadpobudliwy i zachowuje się dokładnie jak dziecko. Ale jednocześnie ma dość bezczelnej pewności siebie, typowej dla jego prototypu z gier.

Z kolei Tom, grany przez Jamesa Marsdena, to sterylna, chodząca dobroć. Jasne dość szary i nijaki głownie ponieważ nie może przyćmić Sonica. Co wcale nie byłoby trudne gdyby nadać naszemu oficerowi z San Francisko jakąś głębię. Z tego powodu Tom wydaje się być mało „ekstra”, bo Sonic doskonale przykuwa uwagę publiczności. Między postaciami nie ma specjalnej chemii, a jeśli powstałaby kolejna część filmu w której policjanta zostanie zastąpiony przez innego partnera, jest mało prawdopodobne, że ktoś będzie za nim tęsknił.

Antagonista nie całkiem na medal

Ale doktor Robotnik, grany przez Jima Carreya, kradnie każdą scenę z jego udziałem. W tym antagoniście nie ma nic z „romantyka, feministki i dżentelmena”, jak go opisano w podręcznikach do gier. To typowy obraz komediowy Jima Carrey, tylko wyraźnie bardziej obrzydliwe zły. Być może pisarze powinni byli więcej pracować nad jego tekstami ponieważ często antagonista wygląda po prostu niegrzecznie, a nie śmiesznie co było początkowym założeniem. Najlepsza scena filmu z udziałem doktor Robotnika, to scena niema.

Akcja, reakcja, interakcja

Technicznie rzecz biorąc, film jest dobrze zrobiony: interakcje pomiędzy Tomem i Sonicem wyglądają bardzo naturalnie, a jeż jest tak wyrazisty, jak powinien. Mimo braku chemii między bohaterami, udało się zrobić kilka ciekawych gagów. Ale ścieżka dźwiękowa jest raczej rozczarowująca. Klasyczne części franczyzy są pełne wspaniałych melodii, ale tylko jedna z nich brzmi w filmie. A szkoda. Przez większą część filmu czasu trzeba słuchać banalnej gry orkiestry.

Problemy i rozwiązania

Być może to właśnie jest główny problem z „Sonic. Szybki jak błyskawica”: to bardzo standardowe, drugorzędne, szablonowe rozwiązanie. Dokładne przeciwieństwo szalonej ekranowej wersji Super Mario Bros. Jasne, że znajdziemy tu kilka udanych żarty (inaczej nie byłaby to komedia) ale one, jak również odniesienia do gier, są dość rzadkie. Jest to przede wszystkim lekka komedia dla całej rodziny, a dopiero potem film o niebieskim jeżyku.

Koncepcja i jej brak

Z drugiej strony, przy takim podstawowym źródle i takiej koncepcji, „Sonic. Szybki jak błyskawica” nie mogło wyjść nic lepszego. Dobrze, że dynamika filmu nie pozwala się nudzić, znany bohater jest miły do oglądania, a Jim Carrey jest zabawny, jak za starych dobrych czasów. A fani postaci z pewnością znajdą powód do uśmiechu, a nawet do śmiechu w głosie. Jednak sam film ma sporo luk, których nie sposób wypełnić. Sonic korzysta ze swoich mocy bardzo nierówno co sprawia, że przezywa wiele zupełnie niepotrzebnych przygód. Gdyby film rzeczywiście opowiadał historię najszybszego stworzenia na Ziemi, fabuła zakończyłaby się po trzech minutach. Cała koncepcja opiera się w końcu na bardzo prostym pomyśle. Główny bohater musi się dostać odnaleźć torbę ze złotymi pierścieniami, która przez przypadek trafiła do San Francisco. Szybki jak błyskawica bohater mógłby dostać się tam w ciągi chwili! A sprawdzenie wszystkich budynków w mieście zajęłoby mu nie więcej niż kilka minut. I na tym koniec. Jasne, to wszystko ma zapewnić widzom seans trwający półtorej godziny i dawkę akcji niczym z Mission Impossible. Jednak nie sprawdza się to zbyt dobrze.

Wyłącz myślenie, włącz zabawę

Aby dobrze bawić się na filmie Jeffa Fowlera, trzeba po prostu wyłączyć zdolność logicznego myślenia. Wszystko po to aby nie zauważać tych luk, nie łączyć faktów, nie szukać związków przyczynowo-skutkowych (głównie dlatego że prawie ich nie ma) a skupić się na wartkiej fabule, szybkiej akcji i uroczym niebieskim jeżu, którego pokochaliśmy już lata temu. Jest szybko, kolorowo nie można się nudzić- z drugiej strony, czy to aż takie złe?

Ogólnie rzecz biorąc, ” Sonic. Szybki jak błyskawica ” jest bardziej solidny niż przeciętny. Nie oczekujcie zbyt wiele, to się nie rozczarujecie w kinie. Poza tym, każdy pretekst do opychania się popcornem jest dobry, prawda?